Mamy końcówkę listopada, a ja już nie mogę doczekać się tegorocznego wyjazdu na wakacje. Co prawda jeszcze sporo czasu do lata, ale już teraz snuję wizje, jak spędzę ten wakacyjny czas. Może wyjadę w góry? Albo wyjadę nad morze. W rzeczywistości urlop nad morzem
2 to ulubiony model spędzania lata. Do tego nie byłem na plaży już kilka ładnych sezonów. Ale ciągle mam dylemat, czy wykupić wczasy
3 nad naszym morzem czy pojechać na jakąś egzotyczną wycieczkę. Dobrze by było zaliczyć wreszcie jakieś topowe kurorty, na przykład Korfu, Costa Brava czy inne, wyglądające równie tajemniczo. Moi przyjaciele zawsze jeżdżą na wczasy w coraz to ciekawsze miejsca za granicą, zawsze przywożąc potem tony fotografii. Nie mogę powiedzieć, fotki są malownicze, okolice zapewne warte zwiedzenia. Do tego historie snute godzinami, na temat wymarzonej pogody i książkowych wręcz okolic. Ale dla mnie bałtyckie morze posiada niepowtarzalny klimat. Nieopisaną prostotę i surowość pejzażu. Do tego smak świeżo upieczonego dorsza. Ani jedna wymyślna ryba nie jest w stanie pokonać swojskich smaków, które przypominają mi wesołe czasy dzieciństwa, kiedy to razem z rodzicami wyjeżdżaliśmy zawsze na wczasy do tego samego pracowniczego wypoczynkowego ośrodka, reliktu dawnych przedsiębiorstw państwowych. Dzisiaj oferta dla turystów jest znacznie szersza. Od lat przybywa eleganckich, dobrze wyposażonych ośrodków wypoczynkowych, zaś kwatery prywatne prezentują naprawdę wysoki poziom. Wybór miejsc na wakacje jest spory, a obiekty prześcigają się w oferowaniu turystom kolejnych atrakcji. Mogą udać się w weekendowy rejs do Szwecji statkiem, można połowić dorsze na kutrze rybackim, lub też podziwiać okolice z morskiej latarni, wreszcie możemy nauczyć się nurkowania w przybrzeżnych wodach Bałtyku. Ale ta ostatnia oferta nie wydaje mi się zbyt atrakcyjna z uwagi na ubogość widoków. Tak czy siak, wakacje nad polskim morzem zostały już zaklepane. Teraz muszę zastanowić się nad miejscem pobytu. Ale to jest temat do kolejnych rozważań.